zbyt leniwy jestem, zeby dawac oddzielne, szczegolwe wpisy, wiec poleci jeden zbiorczy, podsumowujacy ostatnie miesiace.
zaczne od tego co najwiecej czyli gry:
gears of war 2 – niby to samo co 1, a jednak troche inaczej ;) wciaz wielki fun w kooperacji. podnosi apetyt na czesc 3.
9+/10
bioshock – jedna z najlepszych gier w jakie kiedykolwiek przyszlo mi grac.
10/10
fifa 09 – przekonalem sie, ze gry sportowe nie sa dla mnie (no moze oprocz wii sports ;))
bleh/10
mirrors edge – patent z ‘widzeniem’ wlasnego ciala powinien byc imo obecny w kazdym FPP. time trial’e jak dla mnie irytujace, story bardzo przyjemny.
8/10
burnout paradise – nie ma dla mnie zadnych innych arcade’owych scigalek.
9-/10
resident evil 5 – to co 4′ka tylko z kooperacja i wieksza iloscia qte. czyli swietna gra.
9/10
professor layton and the curious village – przyjemna gra w fajnej stylistyce, potrafi jednak zirytowac.
8+/10
the legend of the zelda:phantom hourglass – za prosta i ma irytujacy temple of the ocean’s king, do ktorego wracamy pare razy.
8-/10
obecnie pocinam sobie w pierwszego half-life’a i najnowsze mario&luigi. z kobitom eksterminujemy zombiaki w left4dead i konczymy zagadki z laytona.
uf. anime:
arasho no yoru ni – historyjka familijna, akurat na skacowana niedziele.
chii’s sweet home 2 – to samo co w pierwszej serii, czyli moar lulz&cuteness
flcl – waaaat?
memories – wszystkie trzy historie swietne + bardzo ladnie zanimowane toto.
millenium actress – nuda.
perfect blue – swietny thriller.
nodame cantabille:paris chapter – ot kolejna kontynuacja poprzedniego sezonu.
ouran high school host club – kolejne rozluzniajace school comedy, jedno z lepszych w gatunku.
ponyo on the cliff – miyazaki zdziecinnial troche, ale i tak jest fajnie.
steamboy – nic ciekawego.
obecnie nie ogladam nic, bo mi sie komputer zepsul:<
filmy.. z filmow nic konkretnie ciekawego nie widzialem. district 9 byl powiewem swiezosci w sci-fi i bardzo przyjemnie sie go ogladalo.
muzyka – przesluchalem sobie nowy kult (hurra!), plyta ok, ale bez zachwytow. kazik ma durne podejscie do piractwa niestety. teraz przesluchuje nowy hey (milosc! uwaga! ratunku! pomocy!) i po trzech kawalkach juz mam dosyc. o tym co wyprawia chylinska nie bede sie wypowiadal.
no to chyba tyle. pewnie pozapominalem o tym i tamtym, ale to niewazne. jak dobrze pojdzie to szykuje sie seria ciekawych artykulow – ale na razie ciiii..
dyskografia jest spora. 11 albumow – pomijajac Nothing from Nothing, malo znany, wydany jeszcze nie przez avex album z 95 roku. daje nam to srednio jeden album na rok – niezly spust ;) poczatki kariery nie byly dla mnie zbytnio interesujace – smialo przyznaje, ze A Song for XX mnie kompletnie nie porwal, tak samo zreszta bylo z LOVEppears. Pamietam, ze Duty zwrocil lekko moja uwage, ale niestety nie powrocilem do niego gdyz nastepnym przesluchanym albumem okazal sie byc I am.., ktory do tej pory uznaje za najlepszy, nawet mimo tego, ze wtedy Ayumi miala jeszcze nierozwiniety, charakterystyczny skrzekliwy glos ;) wlasnie na tym krazku znajduja sie dwa wspomniane wyzej kawalki. zachecam do odsluchania:


Przedostatnim albumem jest Guilty, ktore jest niestety dosyc slabe. Zalatujace jrock’iem talkin’2 myslef i decision sa po prostu nijakie. Zaden kawalek nie zwraca uwagi, procz Mirror, ktory pozniej przerodzil sie w naprawde epicki singiel (nie zostal wydany w zaden inny sposob) jakim jest Mirrorcle World. I wlasnie jego polecam posluchac.