z glosnikow wyplywa mad world w wykonaniu gary’ego jules’a. jeszcze sie trzese. gdybym byl palaczem to pewnie odpalalbym teraz kolejnego papierosa na balkonie.
sa rozne filmy. slabe, sredniawe, dobre. dzielimy je wg. swoich gustow, lubimy lub nie. w rozmowie z przyjaciolmi mowimy ‘tak, calkiem fajny’, ‘podobal mi sie’, ’swietny’ czy tez ‘na pewno obejrze jeszcze raz’. donnie darko nie jest filmem, ktory wrzuce do ktoregos z tych workow. ten film nalezy do tych, ktorych przypominaniu towarzyszy nam przeszywajacy dreszcz. emocje. do tych, z ktorych bohaterami czlowiek przez ten niesmowice krotki czas filmu jest w stanie zaprzyjaznic sie niczym z najlepszym przyjacielem. do takich, przy ktorych mimo, ze zaczynaja leciec juz napisy koncowe to czlowiek i tak wciaz siedzi przed ekranem. nie jest w stanie sie poruszyc. mysli. a jak juz wstanie z miejsca przez chwile nie wie za bardzo co ze soba zrobic.
duzo czasu minelo od kiedy cos wywarlo na mnie tego typu wrazenie. chcialbym go calkowicie zapomniec i obejrzec ponownie. niesamowite. jak dla mnie obowiązkowa ‘lektura’. chociaz i tak znajdzie sie cale mnostwo malkontentow.


tak się składa, że również obejrzałem ostatnio ten film.
Napisy końcowe obejrzałem do końca. za krótkie.
Jeśli chodzi o worki to wrzuciłbym go tego z Fight Clubem i Butterfly Effect. Ten worek to ‘filmy które oglądamy tylko raz’.