fuck yeah.

1 02 2009





kino no tabi

26 12 2008

n-..niesamowite. takie wlasnie bylo to anime. zapierajace dech w piersiach. z odcinka na odcinek lepsze i lepsze. przed chwila skonczylem ogladac ostatni, trzynasty epizod. cholera, ja mam dreszcze.

kino_no_tabi_01

kino no tabi, czyli w tlumaczeniu po prostu ‘podróż kino’,  przentuje nam 13to odcinkowa historie tytulowej bohaterki oraz jej towarzysza hermesa, ktory.. jest motocyklem (tak, jest spersonifikowany). powinienem raczej powiedziec historie miast, ktore odwiedza, poniewaz nt. jej postaci dostajemy praktycznie tylko jeden odcinek.  owe miasta sa od siebie zupelnie rozne, kazde posiada jakas historie i kazde z nich charakteryzuje sie jakims konkretnym ‘zwyczajem’. w kazdym poszczegolnym epizodzie dostajemy historie conajmniej jednego takiego miejsca. kino nie zawsze jest biernym obserwatorem – jej postac jest bardzo nietypowa i trudno wpasowac ja w jakikolwiek szablon. nawet teraz, chcac napisac jakies zdanie chociaz troche ja charakteryzujaca to moje rece zawisly bezradnie nad klawiatura. ja po prostu.. trzeba poznac.

kino_no_tabi_03

historie sa niezwykle zrecznie przestawione – czasem prosto (a tale of mechanical dolls), czasem niczym obraz nakreslony przez szalenca (land of books) – wszystko tu pasuje i daje niesamowity, spojny obraz. anime to niesie spora dawke przekazu i z pewnoscia skloni kazda osobe do przemyslen. natomiast dwie lub wiecej osob – do bardzo ciekawej dyskusji. porusza wiele problemow – politycznych i filozoficznych – ktore sa nam wysmienicie podane. palce lizac.

warto prosze panstwa. nawet jesli sie anime nie oglada, bo to perłka, którą grzech ominąć.

a ja lece szukać ksiazki w jakiejs sensownej cenie.





zagadka katolicka (było: chrześcijańska)

24 12 2008

skoro wszyscy jestesmy dziecmi bozymi to dlaczego nie jest nam dane zwracac sie do boga – jako naszego ojca – bezposrednio, tylko przez jakiegos obcego czlowieka w sutannie?





time hollow

21 12 2008

czyli mala zawartosc gry w grze.

timehollow092007

po tym jak udalo mi sie jakos uporac z najnowsza castlevania, postanowilem odpoczac troche od klimatow zrecznosciowo-platformowkowych i zasiadlem do tej japonskiej przygodowki. zalozenie bylo dosyc ciekawe – bohater dostaje pioro, ktore pozwala mu rysowac swoiste portale do przeszlosci. w wyniku poczynionych w niej zmian, jego terazniejszosc sie zmienia. mimo juz troszke oklepanego motywu podrozy w czasie, wciaz brzmi zachecajaco.

time-hollow-ds-01

jednak wytworzone zachecenie szybko zamienia sie w zniechecenie. ta gra zdecydowanie bardziej bliska jest visual novel niz przygodowki. interakcja z otoczeniem niesamowicie biedna. uzywania przedmiotow praktycznie nie ma. schematyczna straszliwie – idziesz w jedno miejsce, o ktorym wlasciwie od razu gra Cie w jakis sposob informuje, gadasz z kims, sprawdzasz flashback’i (wspomnienia wytworzone przez uzywanie piora – mamy obrazy, ale musimy szukac detali je opisujacych takich jak np. czas i miejsce) w menu idziesz w kolejne miejsce, odpalasz pioro, gmerasz cos, zyskujesz nowe flashback’i i tak w kolko przez 6 chapter’ow (nie liczac epilogu). zero myslenia i kombinowania. masz wszystko na talerzu. nuuuda!

sama historia (czyli w sumie 95% tego co stanowi te gre) jest ok, ale na pewno nie porywa. wiele lepszych sie widzialo. gdyby nie to, ze byla dosyc krotka pewnie bym sobie odpuscil. wstawki anime byly bardzo dobrze wykonane. wolalbym oryginalny voice-acting, ale trudno – angielski nie byl zly.

polecam ludziom lubiacym takie pozycje, ewentualnie casual’om – interaktywna ksiazka powinna im sie spodobac.





still alive (mirror’s edge)

13 12 2008

w takich momentach ciesze sie jeszcze bardziej, ze zdecydowalem sie na kupno x360. gosh, juz nie moge sie doczekac.





flobots – handlebars

15 11 2008

prosze panstwa oto przyklad swietnie skonstruowanego muzycznie i tekstowo kawalka.

to powolne budowanie napiecia jest po prostu genialne. poczatek z delikatnym brzdakaniem i dziecinna przechwalka ‘i can ride my bike with no handlebars’. pozniej powoli dochodzace kolejne instrumenty, coraz ciekawsze wersy, od blahego ‘i can keep rhythm with no metronome’ do powaznie brzmiacego ‘i can lead the nation with the microphone’. chwilowe uspokojenie. trabka. nagle buch. ostatnia zwrotka. silna. podobnie zbudowana, sama w sobie narastajaca. genialny wokal, cholernie.. przejety. mocne ’cause i can guide a missile by a satellite’ za chwile uwienczone jeszcze mocniejszym finalem – ‘and I can end the planet in a holocaust’. i zjazd. uspokojenie. znowu dziecinne ’i can ride my bike with no handlebars’. epickie.

dla wielu robione pod publike, pseudo-rebelianckie. wali mnie to. dawno zaden kawalek nie zostawil na mnie tak swietnego wrazenia.





anime – wybrane OP i ED.

14 11 2008

w zasadzie nigdy nie przykladam wiekszej wagi do openingow/endingow w anime. raczej nudzi mnie idea ogladania za kazdym razem tego samego, zwykle lekko dluzszego niz minute kawalka odcinka. jest jednak pare takich, ktore przykuly moja uwage. ba, nie dosc, ze za kazdym razem je ogladalem, to zdarzalo mi sie je powtorzyc, a nawet sciagnac pelne wersje w mp3.

zacznijmy od typowo japonskiej glupawki, niezrozumialej dla przecietnego polaka.

green green. typowe ecchi (dla niekumajacych terminologii – anime o duzej ilosci zartow z podtekstami seksualnymi, aczkolwiek nie ukazujace narzadow plciowych lub tez stosunku), co zreszta doskonale po tym openingu widac. swietnie pasuje do klimatu calej produkcji – dynamicznie i pozytywnie. wpadlo mi w glowe po obejrzeniu i jeszcze tam przez chwile siedzialo.

today in class 5-2. kolejne ecchi, aczkolwiek zgola inne niz poprzednik. oprocz tego, ze krociutka seria byla niesamowicie zabawna to miala swietny klimatyczny (tak!) op. strasznie mi sie podoba bo slyszac go nasuwaja mi sie wspomnienia z podstawowki. poza tym wokalistka ma tak slodki glos, ze moje uszy same odlatuja ;)

no i produkcja, ktorej wielu fanow anime braku mogloby mi nie wybaczyc czyli lucky star. w kregach otaku-core okryty wrecz legenda ;) pamietam pierwsze wrazenie po zobaczeniu tego op’a w pierwszym odcinku – ‘AWESOME. ja chce jeszcze raz.’. no i faktem jest, ze byl on dla mnie o niebo lepszy niz sam odcinek.

imho najlepsza komedia szkolna kiedykolwiek zrobiona, czyli school rumble. zakochalem sie w tym op’ie od pierwszego wejrzenia. jest taki cholernie pozytywny, ze za kazdym razem gdy go slyszalem na mojej twarzy rosl wielki banan. przy refrenie mam nieodparta chec wstac, zamknac oczy i obracac sie dookola na samym srodku pokoju. srsly. co wiecej, autorzy dodali nam totalnie slodki ed. tez niesamowcie pozytywny!

dobrze konczymy glupawke, jedziemy z klasyka.

great teacher onizuka. pierwsze anime jakie obejrzalem. uwielbialem ten op. swietny muzycznie, klimatyczny. obraz pasowal do dzwieku jak nigdy. swietne 1:35 minutowe przedstawienie postaci prawdziwego faceta. doroslego, a jednosczesnie wciaz z dzieckiem w srodku. totally epic.

jedno z najgenialniejszych anime ever czyli prosze panstwa cowboy bebop. jak na epickie anime przystalo mamy i epicki opening. wiecej reklamy nie potrzeba.

a po klasyce, juz na deser ciezsze brzmienie.

death note! pierwszy op nie porywal, ale za to drugi.. drugi oddal calkowicie klimat schizu i maniactwa. zarowno muzycznie jak i obrazowo. perełka, w dodatku dopełniona swietnym ed’em:

uf, tyle, dawno sie tak nie rozpisalem.





Pan S i kobieta – cz. I czyli wstęp.

1 11 2008

‘Dłużej tak być nie może’ – pomyślał Pan S, ocierając pot z czoła. ‘Idę po kobietę. Tak, zdecydowanie. Tylko odpocznę chwilę. Uf.. Hmm, słyszałem, że gdzieś na Mikroelektronicznej otworzyli nowy sklep. Znajomi chwalili. Tylko, kurde, daleko. Będę musiał się tłuc tym beznadziejnym teleportem. No nic. Trzeba wstać. Hyyyp.’ – Pan S podniósł z lekkim trudem swoje zmęczone ciało. ‘Eh, umyć sie trzeba, śmierdzę znowu cały przez to. Cholera.’. Powolnym, przypominającym szlajanie się, ruchem Pan S skierował się ku łazience. Po życiodajnym prysznicu, włożył swoje typowe pogniecione ubrania, spojrzał od niechcenia w lustro i wyszedł z mieszkania. ‘No oczywiście. Dłuższej kolejki do tego dziadostwa nie mogło być.’ – pomyślał zirytowany po ujrzeniu tłumu ludzi czekających na swoją kolej do teleportu. Po jednym wielkim westchnieniu dołączył do nich z niezbyt uradowaną miną – czyli w gruncie rzeczy z taką jaką miał na sobie przez większość swojego życia. Niestety były godziny szczytu więc najgorsze jakie można było sobie wybrać na teleportowanie. Po odczekaniu sporego kawałka cennego czasu, w końcu wszedł do kabiny. ‘Kuuuurwa, jak tu śmierdzi! Czy tylko ja się w tym mieście myję? Eh. No nic, im szybciej to załatwię tym lepiej’ – złapał więc szybko za klawiaturę i zacząl wstukiwać – ‘Mi-kro-eke.. cholera. Backspace. -ele-kttttttt.. kurwa! mogliby coś w końcu zrobić z tymi zacinającymi się klawiszami! -ro-nicz-na.. No niesamowite, udało się. Klik.’. Pan S zniknął z kabiny. Nikt tak naprawdę  nie wiedział co działo się z nim przez kolejne 15 minut. Naukowcy wynaleźli teleportacje, lecz nie potrafili nijak rozgryźć co działo się z człowiekiem w czasie tego procesu i gdzie był w czasie podróży z jednego miejsca na drugie. Aczkolwiek system działał bezproblemowo więc przestali się tym przejmować. ‘Moja dupa.’ – pomyślał Pan S zaraz po wylądowaniu na Mikroelektronicznej – ‘Całkowicie bezpieczny czas podróży – tak jasne. W takim razie ciekawe dlaczego mnie boli za każdym razem. Pieprzeni jajogłowi.’. Jego marudzenie nie trwało jednak długo, gdyż w niesamowity sposób, na ułamek sekundy jego umysł przeszedł w stan nirvany. Otóż oczom Pana S, oprócz dużego znaku ‘Mikroelektroniczna’, ukazał się zapierający dech w piersiach widok – a mianowicie nowootwarty sklep ‘Kofemina’. ‘O żesz.. no muszę przyznać, że wrażenie robi. Na wystawie tylko zdjęcia, muszą dbać o swój towar. Nowocześnie.. a ta kolorystyka! Fiu fiu. Już nie mogę się doczekać.’ – nie myśląc już nic więcej, Pan S pewnym krokiem wszedł do środka.

#komentarz: Uf. No to przed Wami pierwsza część opowiadania o Panu S. Idea napisania opowiadania chodziła za mną juz od jakiegoś tygodnia, ale dopiero dzisiaj wykształcił mi się w głowie zarys całej historii. Myślałem, ze będzie to króciutka historyjka na jeden wpis, ale okazało się, że nagle mam ‘piśmienny słowotok’ i będę to musiał podzielić. Oczywiście zakładając, że uda mi się to wogóle kontynuować. Mam jednak nadzieję, że tak, bo szczerze mówiąc.. spodobał mi się mój wytworzony w głowie scenariusz ;)





Aneks do ‘Przeglądu muzycznego’

31 10 2008

otoz chodzi o tworczosc tego pana:

tj. Czesława. przy okazji przegladu muzycznego odluchalem jego plyty zatytulowanej (jakze zaskakujaco!) ‘debiut’ i bedac calkowicie szczerym zupelnie mnie wtedy ona nie porwala mimo ogolnego zachwytu sporej ilosci ludnosci. okazalo sie jednak, ze musialem sie w owa plyte bardziej wsluchac, aby ja docenic. i powiem Wam, ze jest naprawde swietna. moze nie calutka, ale w sporej czesci. jest cudowna i niemonotonna muzycznie, a warstwa tekstowa.. jest wlasnie taka jak lubie. prosta, ale napisana tak, ze wywoluje usmiech na twarzy i wchodzi w glowe. kazdy utwor jest jak mala ciekawa anegdotka. glos Czeslawa pasuje do calosci po prostu perfekcyjnie.

podsumowujac – idealna rzecz na jesienne wieczory (i nie tylko.).





nocą pisane pt I

7 10 2008

do tej pory gdy mnie to nachodzilo to zwykle wlaczalem sobie klienta poczty i pisalem mejla (sup Agnes?). a teraz walne sobi tu notke. pierdoli mi sie ‘e’ na klawiaturze. kurwa.

minelo juz troche czasu. nawet calkiem sporo. a ja to pamietam jakby to bylo wczoraj. dzialka u Matiego. cieply, sloneczny dzien. typowy wjazd na chate i odwalanie durnot. pozniej angielski. powrot wieczorem autobusem numer piec. siedzialem z tylu, po lewej stronie. pisalem cos na historie zeby wyciagnac na 4 na koniec roku. nie moglem sie skupic i zostawilem to do napisania w domu. szedlem z przystanku, bylo calkiem jasno, nie wiem o czym myslalem. zobaczylem samochod na parkingu i pomyslalem dlaczego on tam stoi skoro mama miala jechac na aerobik. zobaczylem kogos w oknie, to byla chyba babcia. dziwne. no nic zaraz bede w domu. tup tup tup. otwieram drzwi. slysze Madzie, biegnie do mnie i krzyczy ‘Baaartek’. kucam zeby ja zlapac, po chwili orientuje sie, ze w domu jest mnostwo ludzi. widze mame. idzie do mnie. tata nie zyje.

tata.

nie zyje.

jak to.

robicie sobie jaja prawda?

gdzie jest kamera?

mial wypadek.

co.

dajcie mu proszki.

babcia chodzi. slysze jej glos zawodzacy ’synek, synek’. co jest kurwa. to sie nie dzieje. kurwa. przeciez Madzia. przeciez plany. duzo planow. kurwa. nie pamietam co dalej. rano sie obudzilem. musialem wstac do szkoly zeby napisac klasowke z historii. siedzialem przy barku a przede mna gazeta. gazeta z artykulem o wypadku. zdjecie rozwalonego samolotu. ktos mnie wyjal i postawil obok. przyszedlem do szkoly. ludzie przed sala. siadlem kolo Karacha. cos mowil. nie slyszalem. za chwile spytal co mi jest.

moj tata. nie zyje.

chyba nigdy nie widzialem go bardziej zszkowanego. weszlismy do sali. napisalem sprawdzian. nie wiem jak. reka sama pisala. dostalem 4-. mama na mnie czekala przed szkola. szatniarka nie chciala mnie wypuscic. w koncu otworzyla jak zobaczyla jak mi sie lzy w oczach zbieraja. i wrocilem. nie pamietam nastepnych dni. pamietam pogrzeb. ale juz o tym nie napisze. rece mi sie trzęsą.